Kiedy jedyną rzeczą, jaka ci pozostała, była nienawiść. Kiedy ktoś odebrał ci to, co dla ciebie było ważniejsze od wschodu słońca i migocących gwiazd. Coś, co było jedynym powodem do uśmiechu i do codziennego przebudzenia się z najpiękniejszego snu na świecie, jakim było pogranicze życia i śmierci. Czy byłbyś zdolny do zemsty?
Krążyłem między ciemnymi uliczkami Monroeville i tak naprawdę nie
wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Te nastoletnie dziwki, które
przechodziły obok mnie wyglądały tak kusząco. Takie młode i jędrne ciała
plączące się po tym świecie zupełnie bez celowo. A mogłyby być kimś
znacznie więcej. Mogłyby być dobroczyńcami. Mogłyby oddać siebie na
rzecz kogoś innego, ale nie. One chciałyby tylko na przemian pić i ćpać.
Młode pokolenie. Takie piękne, a takie bezużyteczne.
Mógłbym to zmienić, ale cóż ja mogłem począć? Gdybym mógł mieć na to
jakiś wpływ, to zapewne już wszystkie leżałyby w ciemnych zaułkach i siłowały się ze śmiercią. Ale nie można od niej
uciec, więc ich starania poszłyby na marne.
Nie można uciec od czegoś, co jest nam przeznaczone. A
ona naprawdę nas nie uniknie. I czy spowoduje ją człowiek, czy przyczyny
naturalne, to już nie ma znaczenia, każdy kiedyś umrze.
Wraz z tymi myślami głód na nie stawał się coraz większy, a jego ostre kły rozrywały mój burczący z braku pożywienia brzuch.
Ja już nie chciałem tego robić. Na początku wydawało się być fajnie.
Adrenalina napływająca do głowy, kiedy trzymasz w ręku zaledwie
dwudziestoletnie serce ofiary. To co czujesz, kiedy ono jeszcze bije.
Zupełnie jakby próbowało z powrotem wskoczyć do jej piersi. Ale ja mu
nie pozwalam.
Sam też chciałbym zginąć z rąk kogoś, kto nie
patrzy na granice. Kto żywi się bólem innych. Kogoś, komu można w swoich
ostatnich minutach życia opowiedzieć krótką, zmyśloną historyjkę o
księżniczce, która z braku miłości zamienia się w białego gołębia. A sam
w tej historii chciałbym być gołębiarzem, który tę kruchą istotę
przygarnie i będzie się nią opiekował bez wiedzy o tym, że jest zaklętą
księżniczką.
Zawsze chciałem mieć kogoś pod swoją opieką.
Kogoś, o kogo mógłbym dbać, ale kto dbałby też o mnie. Niestety, taki
potwór jak ja nie mógłby się opiekować czymś tak kruchym, jak ludzkie
życie. Ja mogę jedynie ranić, odbierać to, co ktoś dostał od losu. Nie
chcę tego robić, ale uzależniłem się. Tak jak uzależniony jestem fajek,
czy alkoholu, tak uzależniony jestem od zadawania bólu.
Zanim tylko przystąpię do działania muszę się napić. Dokładnie 2
i pół szklanki whisky. Potem zjadam pół paczki słonecznika z solą. Tak
dla odstresowania się. Zawsze przed akcją jestem zestresowany. A
właściwie mam tremę. Cały czas zastanawiam się, czy dobrze wypadnę przed
ofiarą. Niby jestem jej zabójcą, więc co mi zależy, ale jednak jestem
też ostatnią osobą, jaką widzi w życiu.
Może czasem przesadzam
z whisky i z całej akcji wychodzą nici, ale przynajmniej mam już w
głowie ułożony plan działania, więc wiem, co będę robił następnego
dnia.
Nigdy nie można przecież zmarnować dobrego planu.
Kiedyś jedna z tych stękających z bólu dziewczyn zadała mi pytanie, na które do dziś nie znam konkretnej odpowiedzi.
"Co ci da moja śmierć?"
Odpowiedziałem jej, że nie wiem, ale, że daje mi to rozrywkę.
Jej ostatnimi słowami było "A mogłeś iść do kina".
Nigdy nie zapomnę jej miny, kiedy to mówiła. Wydawała się być rozbawiona.
Czy bycie kukłą w cudzych rękach na prawdę jest tak zabawne?
nie wiedziałam czy czytać, a tu ujrzałam nagle słowo Monroeville i aż mnie dreszcz przeszedł, mam słabość do tej nazwy jak nikt inny! i przeczytałam.. zapowiada się bardzo fajne opowiadanie tak sądzę. i myślę, że będę czytać :3 xo
OdpowiedzUsuńnie wiem, wydaje mi się to dziwne, dziwne jest fajne, nic nie zrozumiałam, ale jestem głupia, więc AH CHCE JUZ
OdpowiedzUsuń/heartfalling.blogspot.com
To było psychiczne. Podobało mi się. Lubię shizy i coś czuję, że zapowiada się całkiem dobre opowiadanie. Sądzę, że to są myśli Gerarda, ale to tylko moje sugestie, aczkolwiek gdyby okazał się być to Frank, byłabym jeszcze bardziej zaciekawiona. Takie chuchro popapranym mordercą! (brzmi znajomo)Przyjemnie się czyta. Dlaczego to, co jest fajne, najczęściej jeszcze nie ma kontynuacji, ugh. No trudno, będę czekała. xoxo
OdpowiedzUsuńAż ciarki mnie przeszły... Monroeville ... U mnie także ta nazwa wywołuje ciarki. Z chęcią będę śledzić to opowiadanie. Bardzo lubię wampajery *,*
OdpowiedzUsuńCzyżby Pan Gerard zabójca? Tak mi się wydaje...
OdpowiedzUsuńUbóstwiam motyw morderców i jak inni nazwę Monroeville. Czuję w tym coś wyjątkowo dobrego mimo iż to dopiero prolog. :3
Czekam na kontynuację :)
http://invisible-frerard.blogspot.com